sobota, 18 września 2010

Znowu na północ

byliśmy dziś na lotnisku Gatwick, ale to jeszcze nie powrót. po prostu przesiadaliśmy się tam z pociągu z Brighton w pociąg do Reading.

obudziliśmy się nieopodal kredowych klifów Sussex, idziemy spać w środkowej, przemysłowej części Anglii, ponad dwieście kilometrów na północ. jesteśmy w Birmingham, u Lorny i Verna, znajomych Grześka. zostaniemy tu już do końca, czyli do środy. aczkolwiek urządzimy sobie jednodniową wycieczkę do Walii.


Lorna jest obezwładniająco gościnna. zjedliśmy już dwie kolacje, z czego jedna składała się wyłącznie z deseru. gorący, parujący pudding z kusztardą, mniam. jesteśmy napchani jak po Wigilii. ponadto czeka nas w ostatnich dniach wiele ruchu, Lorna zaplanowała dla nas masę dodatkowych atrakcji.

przez większość dnia włóczyliśmy się po Oksfordzie. jedno z najbogatszych skupisk gotyku na świecie, ale mamy już przesyt i nie zrobiło na nas takiego wrażenia. poszczególne detale są arcyciekawe, ale całość jest tak przeładowana, że zlewa się ze sobą. udało nam się za to zobaczyć nowy rodzaj sklepień, których wcześniej nigdzie nie uświadczyliśmy. gapiliśmy się w sufit katedry przez dobre dziesięć minut.

a teraz wracam do oglądania jednym okiem uroczystej zmiany warty na zamku w Edynburgu. już dwa tygodnie temu widzieliśmy trybuny szpecące zewnętrzny dziedziniec, ustawione specjalnie na tę okazję. komentarz jest po gaelicku.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz