mieliśmy spać już od godziny ale pakowanie zajęło trochę więcej, niż planowaliśmy, głównie ze względu na pranie, które przy obecnych warunkach pogodowych nie bardzo chce schnąć. część rzeczy udało się dosuszyć żelazkiem, część zostanie w warszawie, bo jest zbyt mokra nawet jak na żelazko i suszarkę do włosów razem wzięte.
plecak prawie zapakowany. małe plecaki też. wyliczamy sobie nawzajem czy czegoś nie zapomnieliśmy, ale przy ogólnym totalnym wypruciu aurą zewnętrzną nie bardzo rozumiemy co do siebie mówimy. jutro się przekonamy, czego zapomnieliśmy. choć mam wrażenie, że wzięliśmy nawet trochę za dużo. ale to jednak wyjazd na trzy tygodnie, więc chyba nie ma czegoś takiego jak "za dużo". zwłaszcza, że raczej możliwości prania nie będzie za wiele, więc musimy zapewnić sobie źródło czystej bielizny na cały okres podróży.
*zombie*
idę pod prysznic. boję się, że mnie trochę rozbudzi, co akurat nie jest wskazane, jeśli mam szybko zasnąć. w każdym razie, następna notka będzie pewnie już z lotniska.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz