Praski wyjazd długo-majowo-weekendowy zaowocował pomysłem wyjazdu dłuższego, wakacyjnego, gdzieś w Europę. Łuki jako kierowca i użyczyciel pojazdu, my jako radosne towarzystwo i pijawki. Jak widać, nasze skąpstwo nie pozwala nam na komfort posiadania własnego pojazdu czterokołowego, nie wspominając o prawie jazdy.
W każdym razie, w ostatni weekend udało się ustalić w miarę ogólny zarys wycieczki, czasokres wyjazdu i co właściwie chcemy i gdzie. Znaczy, to ostatnie to tak na zasadzie, że "o, tu wygląda fajnie, a ta miejscowość się fajnie nazywa, a jak byłem tu i tu w 1375 roku to jadłem tam lody i było fajnie ale nic nie pamiętam".
Więc. Jedziemy do Włoch. Konkretnie do północnych Włoch. Po drodze zahaczając o Wiedeń, Lichtenshtein i kilka innych miejsc. Michaś i Łuki będą planować mniej więcej trasę. Bo w ogóle to pomysł jest taki, że jedziemy na żywioł - jak nam się coś spodoba to stajemy i oglądamy/zwiedzamy/kradniemy. Może weźmiemy namiot, żeby zaoszczędzić na noclegach - w końcu będzie lipiec, pełnia sezonu i raczej przed śniegiem się ukrywać nie będziemy mieli potrzeby.
Ah, no bo wyjazd jest w lipcu, gdzieś koło 12-tego, na jakieś dwa tygodnie. I na pewno będziemy wtedy aktualizować nasz podróżny dzienniczek.
Grzesiek
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz